Tęczowa Dolina w Chile, czyli nasz pierwszy kontakt z pustynią Atakama.

Nocą opuściliśmy Santiago de Chile, aby nad ranem wyruszyć w podróż po Atakamie. Jak na czerwiec przystało, na lotnisku powitał nas lekki przymrozek. No cóż, witamy pustynię, mroźne poranki i gorące słońce. W miarę upływu dnia, nasza gwiazda centralna ocieplała okolice. Dosyć zdradziecko, bowiem od tego momentu czas na codzienne obcowanie z kremem przeciwsłonecznym, który to i tak w wielu przypadkach nie był w stanie ochronić ciał naszych współtowarzyszy. Zacienione miejsca i chłodny wiatr skutecznie maskował potężne jak na te wysokości działanie słońca. Ale o tym później, w końcu to dopiero początek podróży. Na razie pierwsza dolina przyjęła nas łagodnie i ciepło, nie odczuwaliśmy jeszcze żadnych objawów wysokościowych i naiwnie myśleliśmy, że dalsza część podróży będzie równie prosta. Było coraz ciężej – choć nigdy za ciężko, no i przede wszystkim coraz piękniej.

Unikatowy wygląd doliny jest wynikiem długotrwałego procesu erozji. Jest to miejsce, w którym kolory ożywają na formacjach skalnych, tworząc niesamowite kontrasty i niezapomniane widoki. Poza otaczającą paletą barw, czyli odcieni czerwieni, brązu, żółci, błękitu, zieleni i bieli, dane nam było poczuć nieprzeniknioną głębię ciszy w trwającym wokół nas spektaklu natury. Uczta dla oczu i duszy, która towarzyszyła nam do samego końca podróży.

San Pedro de Atacama
Czas na nasz pierwszy nocleg w San Pedro de Atacama. Chilijskie miasteczko pośrodku niczego. Według niektórych wioska – w końcu na nasze europejskie standardy odczucia mogą być dwojakie. Ja pozostaję przy tym pierwszym. Spotykałam się z surowymi opiniami na temat tego miejsca, w końcu wszechobecny kurz i zdecydowanie ubogie otoczenie może stwarzać takie wrażenie. Dla mnie to miejsce w pewien sposób stanowiło delikatny wstęp przed podróżą przez o wielokroć brzydsze miejsca, pełne łamiącej serce bezdomności psów i kotów, pstrokatych i brudnych budynków, jeszcze większej biedy i większej ilości kurzu. Moim zdaniem od tej pory ten widok stanowił standard na drodze mijanych miasteczek i wiosek, a piękne i czyste miejsca, pełne inkaskiej architektury i innych pozostałości tejże cywilizacji znanych z sieci i broszur podróżniczych, będą zdecydowanym wyjątkiem aniżeli regułą. Z tym należy się niestety pogodzić i patrząc przez ten pryzmat spłycić swoje wymagania.




Dodaj komentarz