Niektóre miejsca sprawiają, że w jednej chwili milkniesz. Nie dlatego, że brakuje słów, ale dlatego, że żadne z nich nie odda w pełni ich wyjątkowości. Tak było ze Skrajem Tuwaiq – miejscem, które dosłownie wydawało się końcem świata. To właśnie tutaj, na pustyni otaczającej Rijad, moja podróż po Arabii Saudyjskiej osiągnęła swój punkt kulminacyjny.

Klify Tuwaiq to wapienne formacje, które powstały miliony lat temu, kiedy region był dnem starożytnego morza. Natura przez wieki pracowała nad ich obecnym kształtem – wiatr i woda wyrzeźbiły dramatyczne krawędzie, które dziś przyciągają miłośników przyrody, geologów i tych, którzy pragną poczuć bezkres. Jednak Tuwaiq to nie tylko krajobraz – to także historia. Przez ten region przebiegały starożytne szlaki handlowe, takie jak Darb al-Manjur, który łączył wnętrze Arabii z wybrzeżami Zatoki Perskiej i Morza Czerwonego. Karawany wiozły przyprawy, kadzidła i tkaniny, a same klify służyły jako schronienie dla podróżników. Nadżd, region, w którym leży Tuwaiq, to serce Arabii Saudyjskiej – miejsce, gdzie powstały pierwsze osady Beduinów i narodziło się królestwo Saudów.

Podróż przez pustynię w samochodach terenowych sama w sobie była niezapomnianym doświadczeniem. Drogi, a raczej ich brak, prowadziły nas przez krajobraz, który zmieniał się z każdym kilometrem. Pustynia w Arabii Saudyjskiej to coś więcej niż piasek – to skały, wadi (suche doliny) i pojedyncze krzewy, które przetrwały tysiące lat w ekstremalnych warunkach. Powietrze miało w sobie coś kojącego, a przestrzeń zdawała się ciągnąć w nieskończoność.

Na miejscu czekał widok, który zapierał dech w piersiach – krawędź klifu dramatycznie opadająca w dół i bezkres pustyni, który zdawał się sięgać dalej niż wzrok. Zawsze, gdy stoję w takich miejscach – na islandzkich pustkowiach, pustyni Atakama, boliwijskich bezdrożach czy szczytach Alp – wydaje mi się, że piękno tego świata musi mieć swój limit. Że w końcu natrafię na coś, co nie zrobi już na mnie wrażenia. Ale za każdym razem natura przypomina mi, jak bardzo się mylę. Świat jest nieskończony w swoim pięknie. I Skraj Tuwaiq jest tego najlepszym przykładem.

Czekaliśmy na zachód słońca w milczeniu. Była to cisza tak głęboka, że niemal ją słyszałam – przerywana jedynie cichym wiatrem, który poruszał włosy. Słońce powoli zanurzało się za horyzontem, barwiąc wszystko wokół odcieniami złota, pomarańczu i fioletu. Czułam, że każda minuta w tym miejscu jest celebracją czegoś większego – natury, ciszy, samego życia.

Skraj Tuwaiq to także przestrzeń kulturowa. Podczas powrotu spotkaliśmy grupę modlących się ludzi, którzy po zakończeniu rytuału podeszli do nas, oferując arabską kawę i słodkie ciastka. Gest prosty, ale głęboko zakorzeniony w tradycjach regionu – Beduini od wieków wierzyli, że każdy gość na pustyni zasługuje na schronienie i poczęstunek. Takie chwile pozwalają dostrzec, jak mocno natura i kultura są tutaj połączone.

Skraj Tuwaiq to coś więcej niż atrakcja turystyczna. To miejsce, które zapada w pamięć i serce. To przestrzeń, która przypomina, że piękno świata nie ma limitów – ani w krajobrazie, ani w serdeczności jego mieszkańców.

Setki milionów lat temu ten krajobraz wyglądał zupełnie inaczej – miejsce, gdzie dziś rozciąga się pustynia, było wypełnione wodą, a klify były dnem pradawnego morza. To, co przetrwało, to milczące świadectwo siły natury, która przez wieki kształtowała te formacje. Klify Tuwaiq stoją na straży czasu, widząc nadejście i odejście cywilizacji, a ich surowość przypomina, jak trwała i jednocześnie zmienna jest historia naszej planety.

Dodaj komentarz