
Ogromne pomarańczowe wydmy, jasne, wyschnięte zagłębienia i martwe drzewa stojące od setek lat wśród piasku. Krajobrazy okolic Sossusvlei należą do najbardziej rozpoznawalnych w Namibii. Przyciągają podróżników z całego świata, ale za ich niezwykłym wyglądem kryje się też ciekawa historia.
Ten fragment pustyni Namib wcale nie jest tak niezmienny, jak mogłoby się wydawać. Wiatr nieustannie przemieszcza piasek i kształtuje wydmy, a choć deszcze są tu rzadkie, po obfitszych opadach okresowa rzeka Tsauchab potrafi doprowadzić wodę do zagłębień, które przez większość czasu pozostają suche. To właśnie zmieniające się warunki i obecność wody w przeszłości pomagają wyjaśnić, dlaczego w Deadvlei stoją dziś martwe drzewa.
Naszą wizytę w tej części Namibu rozpoczęliśmy od Dune 45, jednej z najbardziej znanych wydm w okolicach Sossusvlei. Później ruszyliśmy w kierunku Deadvlei, zatrzymując się po drodze na fotografowanie pustynnych krajobrazów. Silny wiatr mocno pokrzyżował mi plany, ale jednocześnie sprawił, że zobaczyłam ten region w warunkach zupełnie innych niż na większości zdjęć, które znałam wcześniej.
Dune 45. Wschód słońca wśród piasku


Dune 45 swoją nazwę zawdzięcza położeniu przy 45. kilometrze drogi prowadzącej od Sesriem. To jedno z najpopularniejszych miejsc do obserwowania wschodu słońca w okolicach Sossusvlei. Pierwsze promienie oświetlają pomarańczowy piasek, podkreślając kształt wydmy i wyraźną granicę między jej nasłonecznionym a zacienionym zboczem.
Tego dnia warunki okazały się jednak wyjątkowo wymagające. Na wydmie wiał tak silny wiatr, że unoszony piasek boleśnie uderzał w odsłoniętą skórę i dostawał się dosłownie wszędzie. Fotografowanie było trudne, a przede wszystkim ryzykowne dla sprzętu. Szybko schowałam aparat, dlatego z Dune 45 przywiozłam zaledwie kilka ujęć.
Nie żałuję jednak, że odpuściłam fotografowanie. Czasami warto schować aparat i telefon, przestać szukać kolejnych kadrów i po prostu nacieszyć się widokiem. Zwłaszcza w miejscu, do którego nie wiadomo, czy kiedykolwiek uda się wrócić.
W drodze do Deadvlei. Najpiękniejsze krajobrazy nie zawsze są celem podróży

Dune 45 i Deadvlei to jedne z najbardziej rozpoznawalnych miejsc w tej części Namibii. Łatwo więc skupić się na dotarciu do kolejnego punktu planu, traktując wszystko pomiędzy nimi jedynie jako krajobraz mijany po drodze. Tymczasem to właśnie ten odcinek okazał się dla mnie najpiękniejszą częścią całego poranka. Nie spodziewałam się, że tak bardzo zachwyci mnie krajobraz, który w planie podróży był po prostu drogą pomiędzy dwiema znanymi atrakcjami.
Słońce wznosiło się coraz wyżej, a temperatura szybko rosła. Poranne warstwy ubrań trzeba było stopniowo zdejmować. Poruszanie się po piasku w coraz większym upale było już niezłym wysiłkiem, zwłaszcza że wiatr nadal dawał się we znaki. Choć słabszy niż na Dune 45, niesione przez niego drobiny piasku zacinały odsłoniętą skórę niczym papier ścierny.
Paradoksalnie to właśnie wiatr sprawiał, że krajobraz wyglądał tak interesująco. Na horyzoncie kłębił się unoszony piasek, miejscami niemal całkowicie przesłaniając odległe wydmy. Ich kontury rozmywały się, a kolejne wzniesienia stopniowo znikały z pola widzenia. Do tego dochodziła zaskakująca różnorodność kolorów. Wydmy miały rozmaite odcienie, od jasnych beżów po głębokie rudości, a pomiędzy nimi pojawiały się jasne, spękane powierzchnie ziemi. Nawet samochody przemierzające pustynię w kłębach pyłu stały się ciekawym elementem tego krajobrazu.

- Okolice Sossusvlei należą do Namib Sand Sea, rozległego pola wydmowego wpisanego w 2013 roku na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Co ciekawe, znaczna część tworzącego je piasku przebyła naprawdę długą drogę. Jego głównym pierwotnym źródłem jest dorzecze rzeki Oranje, która transportuje osady z wnętrza południowej Afryki do Atlantyku. Stamtąd fale i prądy przybrzeżne przemieszczają materiał wzdłuż wybrzeża, a wiatr przenosi część piasku w głąb lądu.
- Badania wskazują, że piasek może pozostawać w obrębie Namib Sand Sea przez co najmniej milion lat. Nie oznacza to jednak, że dzisiejsze wydmy istnieją w niezmienionej postaci od tak dawna. Wiatr nadal przemieszcza piasek i stopniowo zmienia ich kształty. Równie ciekawa jest różnorodność kolorów wydm. Ich pomarańczowe i czerwone odcienie są związane między innymi z obecnością tlenków żelaza na powierzchni ziaren piasku. Na barwę wpływają również pochodzenie i skład mineralny materiału oraz oświetlenie.
Deadvlei. Martwe drzewa, które przetrwały stulecia

Trudno pomylić Deadvlei z jakimkolwiek innym miejscem. Na jasnym, spękanym podłożu stoją ciemne, martwe drzewa, a za nimi wznoszą się ogromne pomarańczowe wydmy. Jeden z najbardziej rozpoznawalnych kadrów z Namibii. Dziś trudno sobie wyobrazić, że kiedyś warunki w tym miejscu pozwalały na rozwój roślinności.
Deadvlei jest dawnym zagłębieniem, do którego docierały wody okresowej rzeki Tsauchab. Badania osadów pokazują, że rzeka miała w przeszłości większy zasięg, a jej przepływy były okresowo intensywniejsze niż obecnie, dzięki czemu woda gromadząca się pomiędzy wydmami umożliwiała wzrost drzew.
Z czasem sytuacja się zmieniła. Rozrastające się wydmy stopniowo ograniczały dopływ wody do zagłębienia, a zmiany warunków klimatycznych wpływały na aktywność rzeki. Drzewa obumarły, lecz ich pnie pozostały. W wyjątkowo suchym klimacie proces rozkładu drewna przebiega bardzo powoli, dlatego możemy oglądać je do dziś.
Jak długo tu stoją? Badania dotyczące dawnych warunków środowiskowych w Deadvlei wskazują na bardziej wilgotny okres około 800–600 lat temu, po którym nastąpiła susza prowadząca do obumarcia drzew. Nie da się jednak na tej podstawie ustalić jednej dokładnej daty obumarcia wszystkich drzew. Wiadomo natomiast, że przetrwały tu całe stulecia. Kilkaset lat to niewiele w skali historii Ziemi. Podczas podróży nieraz oglądamy krajobrazy, które kształtowały się przez miliony lat. A jednak w Deadvlei upływ czasu robi na mnie zupełnie inne wrażenie. Patrzę na drzewa, które rosły tu, kiedy warunki były inne niż dzisiaj, a później obumarły i pozostały na swoim miejscu przez kolejne stulecia. To już nie jest dla mnie abstrakcyjna liczba lat, ale coś, co mogę zobaczyć na własne oczy.

Tym bardziej trudno mi zrozumieć zachowanie części turystów, które obserwowałam podczas naszej wizyty. Pomimo zakazów niektórzy wspinali się na martwe drzewa, stawali na ich pniach, a nawet uwieszali się na gałęziach, żeby zrobić sobie zdjęcie. Niestety nie były to odosobnione przypadki. Z podobnymi zachowaniami zetknęłam się już wcześniej w internecie. Widziałam nawet komentarze zamieszczane przez turystów na profilach polskich biur podróży, w których z dumą publikowali zdjęcia przedstawiające ich samych wspinających się na martwe drzewa w Deadvlei. Najwyraźniej niektórzy nie tylko nie widzą w takim zachowaniu niczego złego, ale wręcz traktują je jako powód do pochwalenia się.
Problem jest znany od lat. W lutym 2022 roku Namibia Wildlife Resorts oficjalnie potępiła zachowanie turystów pozujących na drzewach w Deadvlei i zaapelowała o przestrzeganie zasad ochrony tego miejsca. Niestety, jak widać, ani apele, ani tablice informacyjne nie powstrzymują wszystkich odwiedzających. Nie zdziwię się, jeśli kiedyś jedynym sposobem ochrony drzew okaże się ograniczenie dostępu do Deadvlei, a nawet całkowite zamknięcie tego miejsca dla turystów. I trudno byłoby mi mieć o to pretensje.

Te drzewa przetrwały tutaj setki lat, ale wystarczy chwila bezmyślności, żeby bezpowrotnie uszkodzić gałąź, która nigdy już nie odrośnie. Wspinanie się na nie czy uwieszanie na konarach nie jest niewinnym sposobem na ciekawsze zdjęcie. To niszczenie tego, co stanowi o wyjątkowości Deadvlei. Najbardziej absurdalne jest dla mnie to, że ludzie przyjeżdżają tu podziwiać niezwykły krajobraz, a jednocześnie własnym zachowaniem przyczyniają się do jego niszczenia.
Skomentuj